Adwent z bł. Karolem de Foucauld. Spotkanie drugie – Pustynia

Adwent z bł. Karolem de Foucauld. Spotkanie drugie – Pustynia

Miejsce, w które zabiera nas dziś Karol, dobrze pasuje do bohatera Ewangelii trzeciej już niedzieli adwentu – do św. Jana Chrzciciela. To pustynia. Zarówno dla Karola, jak i dla Jana nie była ona miejscem obcym. Można jedynie powiedzieć, że Jan rozpoczął swoją drogę na pustyni („Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem” – Łk 1, 80), natomiast Karol ją na niej skończył [choć czy także nie rozpoczął? Jak bowiem mówią jego biografowie – to właśnie podróże, jakie przebył jako młody człowiek – podróże po pustynnej Afryce, zasiały w jego sercu miłość do pustyni i do jej mieszkańców. Miłość, która potem miała stać się treścią jego pustelniczego powołania].

Tak czy inaczej Jan jest jednym z patronów adwentu, jako ten, który zapowiada nadejście Baranka, jako ten, który pierwszy się Nim ucieszył w łonie swojej matki – Elżbiety. Ale Jan, to też człowiek pustyni. Trudno więc mówić o nim w oderwaniu od tego etapu jego życia. Jeśli zatem rozpatrujemy go „w całości”, to nasuwa się wniosek, że adwent jest jakoś silnie z pustynią związany.

Pustynia – synonim samotności, pustki, trudnych i wymagających warunków, suszy, pragnienia, ogołocenia, jednostajności. Przynajmniej takie budzi skojarzenia. Gorąc, niedostatek wody, brak elektryczności, towarzystwa też raczej jak na lekarstwo. Zawiera ona w sobie w zasadzie przeciwieństwo wszystkiego, co przez nas znane i lubiane. Otacza nas przecież niemal ciągły gwar, wody mamy pod dostatkiem, monotonia też zwykle nam nie grozi, a kolorowe ekrany telefonów i komputerów „wołają” o uwagę, niemal stale odciągając od ciszy i odejścia w chwilę przynajmniej samotności i wewnętrznego milczenia.

Czy zatem mamy w ogóle szansę wyjść na pustynię? Wydaje się, że o ile Nazaret jest nam bliski, jest miejscem dostępnym dla każdego z nas, o tyle pustynia sprawia wrażenie paradoksalnie ekskluzywnej. Czy jest tak rzeczywiście? Karol próbuje przekonać nas, że jest inaczej. Ona jest według niego oczywistym etapem naszego duchowego życia. Gdyby była tylko dla wybranych, to czy przeszli by przez nią Mojżesz, Izraelici, a w końcu i sam Jezus? Karol upiera się przy twierdzeniu, że:

„każdy musi przejść przez pustynię i przebywać na niej, aby otrzymać łaskę Bożą. Tam człowiek ogołaca maleńkie mieszkanie swej duszy, by zrobić miejsce dla Boga. Hebrajczycy przeszli przez pustynię. Mojżesz zamieszkiwał na niej zanim otrzymał wezwanie, św. Paweł, św. Jan Złotousty, również przygotowywali się na pustyni. To nieodzowne. To czas łaski, okres przez który musi przejść każda dusza pragnąca przynieść owoce. Potrzeba jej ciszy, skupienia i zapomnienia o sobie, aby Bóg mógł  założyć w niej swej królestwo i dać jej ducha głębi. Jest to czas zażyłości z Bogiem, rozmowa duszy z Bogiem przez wiarę, nadzieję i miłość.”

A zatem pustynia jest konieczna. Ale przecież powołanie pustelnicze w dosłownym tego słowa znaczeniu, nie jest dla większości z nas. Jak więc rozwiązać pustynny ultracyzm Karola – jego pewność, że KAŻDY musi przejść przez pustynię? Wydaje się, że rozwiązanie nie jest takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Karol rzeczywiście był wezwany do życia na pustyni, tak radykalnie, że nikt za jego życia nie zdecydował się dzielić z nim tego rodzaju ascezy, jaką zaplanował dla zgromadzenia, którego idea rosła w jego sercu. Ale że jest to możliwe, udowadniają choćby jego duchowi synowie i córki, którzy w wielu przypadkach przenoszą ducha Nazaretu i pustyni do miast. Pozostaje jednak pytanie o to, jak konkretnie żyć pustynią na co dzień? Pytanie o to, czy będąc jeszcze w pojedynkę, czy też jako żona i mąż, jako mama i tata, jako duchowny czy jako osoba konsekrowana, być pustelnikiem?

Wszystko wskazuje na to, że można. Jeśli tylko przyjmie się, że pustynia, o jakiej tak naprawdę mówimy, to nie kategoria przestrzenna, ale egzystencjalna. Jakie zatem konkretne formy może przybrać nasze życie pustelnicze w codzienności? Oto kilka propozycji:

* podarowanie sobie czasu na modlitwę, na stawanie się bardziej człowiekiem wewnętrznym

*  znalezienie chwili na dobrą lekturę duchową, która ukierunkuje myśli, poszerzy perspektywę serca i otworzy oczy na Bożą i ludzką obecność

* ograniczenie nadmiaru bodźców zewnętrznych, usunięcie się czasem „na bok”, aby pobyć również ze sobą samym, usłyszeć siebie, poznać, rozumieć

* wyłączenie telewizora, radia, komputera, telefonu

* wyjście samemu na spacer, do parku, do lasu albo wejście w ciągu dnia na chwilę do kościoła

* prowadzenie często wewnętrznego dialogu z Bogiem, życie w Jego obecności, w myśl słów Psalmu 16: Miałem Pana zawsze przed oczami, gdyż stoi po mojej prawicy – życie z wiarą, że On jest tuż obok, że można z Nim rozmawiać, opowiadać Mu swoje życie, ale również nasłuchiwać Jego głosu, z Nim wszystko dzielić

* „doświadczenie pustyni może też czasem spaść na nas niespodziewanie: cierpienie i choroby, poczucie klęski po sporym nakładzie energii i pracy, zmęczenie, osamotnienie, rozczarowanie, frustracja, rozłąka z kimś bliskim. I tutaj znowu możliwe są różne wyjścia. Można uciekać, pogrążać się w bólu, jakby jedno doświadczenie stanowiło już o całym naszym życiu. Ale może to być także okazja do postawienia sobie pytań, których już dawno sobie nie stawialiśmy. Takie nagłe sytuacje bardzo mocno relatywizują wszystko, na czym dotąd opierało się nasze życie i mogą otworzyć na więcej, na jego prawdziwy fundament” (o. D. Piórkowski).

* Inne pomysły na pewno twórczo sami wymyślicie, odnajdziecie – w zależności od Waszego trybu życia i jego specyfiki 🙂 Jeśli chcecie – podzielcie się nimi w komentarzach.

 

Na koniec słowa nie Karola, ale bł. ks. Władysława Bukowińskiego, apostoła Kazachstanu, pisane w latach 60., a jak bardzo aktualne:

„Życie współczesne nie sprzyja refleksji. Cechuje je chroniczny pośpiech i brak czasu. Ostatnią deską ratunku jest dla wielu chwila skupienia porannego i wieczornego. Gdy go, najczęściej z własnej winy zabraknie, życie staje się zazwyczaj całkiem uzewnętrznione. Kto ma możność zajmowania się nauką i sztuką, znajduje w nich pewne elementy pogłębiające. Moje obecne życie także cierpi na uzewnętrznienie, pośpiech i brak czasu. Ratuje mnie jednak sama treść pracy, muszę się i ja liczyć z tym, że nie jest to samo mówić o Bogu, a przeżywać zjednoczenie z Nim. Tym cenniejsza jest każda chwila w życiu człowieka świeckiego” (bł. ks. W. Bukowiński)

Nie bójmy się pustyni, choć przynosi nam ona czasem wymagającą ciszę, która obfituje w trudne pytania i ważkie przemyślenia. Nie uzewnętrzniajmy się, ale prośby o ducha głębi. Zwolnijmy w pośpiechu, przyśpieszmy w dążeniu ku (s)pokojowi serca…

Za tydzień zapraszam na ostatnie spotkanie z Karolem w ostatnie adwentowe „miejsce”.

Pozdrawiam!

 

Wykorzystana grafika – rysunek bł. Karola – pochodzi ze strony: https://www.lejourduseigneur.com/bd-charles-de-foucauld-marabout-de-tamanrasset-spiritualite-desert/

  1. Zainspirowała mnie kiedyś C. de Hueck Doherty swoją koncepcją Pustyni pośród Targowiska. Jej pisma jakoś dobrze mi rezonowały z tym, co swoim życiem głosił Ch. de Foucauld. Niby mówili o różnych rzeczywistościach, ale jednak, gdy spojrzało się na nie bliżej, sercem, okazywały się bardzo zbieżne. Ta potrzeba zbudowania miejsca dla Boga pośród zgiełku i trudności.

    Trafiłem tu przez przypadek, a już mi się ten blog bardzo podoba
    Błogosławionych Świąt!

    1. Dziękuję za dobre słowo, a także za namiar na Catherine – pierwszy raz w ogóle słyszę o jej postaci. Zerknęłam w Google i sam życiorys budzi zainteresowanie. Mam nadzieję, że będę jeszcze miała kiedyś okazję poczytać o niej nieco więcej. A wracając do głównego wątku – rzeczywiście, doświadczenie „zgiełku i trudności” jest często jednym z naszych podstawowych, a skoro Jezus obiecał być z nami, to przecież i tu może odnaleźć swoje miejsce w nas. To mnie zachwyca w wizji Karola… Pustynia jest czy może być doświadczeniem nie tak niedosięgłym, jak mogłoby się zdawać.
      Pięknego czasu Świąt!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane miejsca do wpisania są oznaczone gwiazką *.