Adwent z bł. Karolem de Foucauld. Spotkanie pierwsze – Nazaret

Mój Synu – w tamtej mieścinie, gdzie ludzie znali nas razem,
mówiłeś do mnie „matko” – i nikt nie przejrzał w głąb
mijanych dnia każdego zdumiewających zdarzeń
– a życie twoje się zlało z życiem ludzi ubogich,
do których chciałeś należeć przez ciężką pracę rąk…

(K. Wojtyła, poemat Matka)

 

Pierwszym z adwentowych miejsc, w które zabierze nas ze sobą bł. Karol de Foucauld, jest Nazaret. Miasto, które wybrał sobie Bóg-Człowiek, aby było jego domem na 30 lat życia ukrytego. Właśnie ten wymiar ukryty sprawia, że Nazaret, to nie tylko punkt na mapie czy globusie, ale miejsce-symbol, miejsce-rzeczywistość-duchowa.

Taki Nazaret przemówił w pewnym momencie życia do serca Karola bardzo przekonująco. Stało się to w chwili, gdy wydawało się, że jego wybory są już określone, a decyzje ustabilizowane, tj. gdy od kilku dobrych lat był trapistą w opactwie tego zakonu w Ardenach. Po długim namyśle zdecydował się jednak przed ślubami wieczystymi je opuścić, już wtedy pociągany w sercu przez „ideał Nazaretu”. Mimo że trapiści stanowili zakon o bardzo zaostrzonej obserwancji (surowej regule), Karol pragnął czegoś więcej – jeszcze większego uniżenia i ukrycia. Znalazł je właśnie w rodzinnym mieście Jezusa, docierając tam niedługo po opuszczeniu klasztoru.

Oczywiście – nie pokochał Nazaretu dla samego Nazaretu, ale dla Nazarejczyka. Dla tego, w jaki sposób przetworzył On to miasto w sobie – Jezus Bóg-Człowiek, który mógł wybrać sobie na miejsce życia np. stolicę jednej z wielkich cywilizacji tamtego okresu, wybrał Nazaret – tak zwykły i prosty. Miasto, z którego nikt nie oczekiwał juz nic dobrego. Wszechmogący wybrał ukrycie; Bóg majestatu – prostotę; Ten, do którego wszystko należało – ubóstwo; Wielki – małość, a Wcielona mądrość – codzienność wśród nazaretańskich prostaczków.

Ten wybór Jezusa pociągnął również Karola. To, w jaki sposób to miasto rezonowało w jego sercu, dobrze oddają fragmenty jego zapisków:

Mam tę nieskończoną łaskę, że mieszkam w drogim mi Nazarecie. Dziękuję. Twoje życie tutaj było wzorem syna mieszkającego z ojcem i matką. Połowę swego ziemskiego życia im przeznaczyłeś. To było dostrzegalne. Ale nie było widać ukrytego życia kontemplacyjnego, życia Bożego. Pracowałeś Panie, pocieszałeś swoich rodziców, czule się do nich odnosiłeś. Modliłeś się z nimi w ciągu dnia, , jak również samotny w ciszy nocnej. Twoja dusza upajała się ciszą…”

Karol był przekonany, że wybór Jezusa jest wskazówką dla nas – ukochać ludzi prostych i prostotę życia. Mieć świadomość, że to proste życie Jezus dowartościował Sobą, swoim wyborem Nazaretu właśnie:

„W myślach, słowach i czynach nie kierować się względami urodzenia, wykształcenia, pozycji wśród ludzi, ale otaczać szacunkiem najbiedniejszych, podobnie jak bogatych. Zajmować się tyle samo robotnikiem, co księciem, bo Bóg ukazał nam się jako robotnik. Dla siebie zawsze szukać ostatniego miejsca. Być gorliwym sługą i wiernym uczniem, iść za Nim krok w krok. W swej nieskończonej dobroci pozwala mi rozmawiać ze sobą jak z Bratem…”

Nazaret to wbrew pozorom bardzo adwentowe miasto. Nie mniej niż Betlejem. Oczywiście – Betlejem (dom chleba), to miasto narodzin Jezusa, ale Nazaret to miasto Jego życia. Większość z nas ma swoje Nazarety – niekoniecznie małe wioski, wszak miasto to może odnajdować swoje oblicze także w wielkich współczesnych metropoliach. Nie o wielkość miasta chodzi, ile o nasze w nim bytowanie. Większość z nas żyje we współczesnych Nazaretach – prostych, niepozornych miejscach, o których Karol nie przestaje nas przekonywać, że mogą się stać naszym miastem dzielonym z Jezusem. Bo Jezus wybrał właśnie takie miejsce, takich ludzi – miasto jedno z wielu, ludzi – jednych z nas. Nas. Ciebie. Mnie.

Dlatego Karol podsumowywał:

„Jezus przyszedł do NAZARETU… Nazaret to miejsce życia większości ludzi. Szanujmy niezmiernie naszych braci najmniejszych. Przyłączmy się do nich, na ile Bóg tego chce, bądźmy jednym z nich. Traktujmy ich po bratersku. Aby mieć ZASZCZYT i SZCZĘŚCIE być zaliczonym do ich grona…”

Taką wizję życia chciał zaproponować także Małym Braciom Jezusa – zgromadzeniu, które pragnął założyć (choć za swego życia nie dane mu jeszcze było widzieć owoców tego pragnienia), pisał:

„Kochać Jezusa, być Mu posłusznym, naśladować Go, to jest kierunek twojego życia, Jezus wezwał Cię na zawsze do Życia w Nazarecie. Będę się posługiwał regulaminem jedynie jako drogowskazem, jako pomocą w pewnych sprawach, by wejść w życie Nazaretu.

Bez habitu – jak Jezus w Nazarecie; bez klauzury – jak Jezus w Nazarecie; miejsce zamieszkania – nie z dala od innych ludzi, ale blisko wsi – jak Jezus
w Nazarecie; nie mniej niż osiem godzin pracy fizycznej dziennie – jak Jezus w Nazarecie(…) Niech bracia nie mają rozległych terenów, wielkich domów, ani dużych wydatków, nawet niech nie dają dużej jałmużny i zachowują we wszystkim wielkie ubóstwo…”

Ukochaj w adwencie swój Nazaret. Ukochaj to, co proste. Ukochaj zwykłych ludzi obok Ciebie. Zasmakuj w normalności. Odkryj, że zwyczajność jest niezwyczajna. Taką dewizę wyznawała również bł. Sancja Szymkowiak, polska serafitka – pisała: „Nic nadzwyczajnego nie ma być we mnie, wszystko zwyczajne, ale nie zwyczajnie”. Może warto wraz z Karolem wybrać się w najbliższych dniach myślami do Nazaretu – tego z Ziemi Świętej: zerknąć na zdjęcia, poczytać opisy, zajrzeć do fragmentów z Ewangelii, w których ono się pojawia, wyruszyć tam wyobraźnią, dać się oprowadzić Jezusowi po zakamarkach jego miasta, tak jak samemu oprowadza się swoich przyjaciół po swoich miejscach.

Wszystko po to, by odkryć, że twój osobisty Nazaret także jest „ziemią świętą” w swojej prostocie.

Dla Karola Nazaret stał się etapem w duchowej drodze. Jaki był jej kolejny, adwentowy przystanek dowiemy się za tydzień. Zapraszam…

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.