Adwent z bł. Karolem de Foucauld. Spotkanie trzecie – Ty

W adwentowej podróży z Karolem, która pomału dobiega końca, przemierzyliśmy już Nazaret, przeszliśmy nawet przez pustynię, aby z tych dalekich wędrówek wrócić paradoksalnie w miejsce bardzo bliskie…  do Ciebie. Bo to Ty jesteś celem trzeciego, ostatniego spotkania.

Karol jest przykładem tego, że droga życia, po której zmierzamy na spotkanie z Jezusem, nie zawsze bywa klarowna i prosta. Życiorys pustelnika ze Strasburga naprawdę to potwierdza. Nie jest to czas ani miejsce na przytaczanie jego długiej biografii, pełnej nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz interesujących szczegółów. Dziecko-arystokrata, które dość szybko stało się sierotą, nie tylko tracąc rodziców, ale niedługo potem także wiarę w Boga. Rozrzutny lekkoduch. Żołnierz. Podróżnik. A w końcu także człowiek doświadczający po tych niełatwych przeżyciach nawrócenia. Trapista. Człowiek Nazaretu. Pustelnik. Człowiek wzruszony i porwany radykalnością miłości Jezusa do ludzi. A w końcu męczennik… Życiorys zdecydowanie niebanalny.

Ale Twój także taki jest. Nawet jeśli nie przeżyłeś „spektakularnego” nawrócenia, nawet jeśli nie mieszkałeś nigdy w Nazarecie, nawet jeśli nie dysponujesz pustelnią pośrodku Sahary, etc. Ty także jesteś – jak przekonywał Benedykt XVI – chciany, miłowany i niezbędny – własnie taki jaki jesteś, z taką historią, jaka za Tobą i z tym, co przed Tobą.

Jeśli nie jesteś przekonany spójrz na Karola. Poturbowany życiem, skomplikowany, ze specyficznym charakterem, niesamowicie wymagający,… i można by tak wymieniać jeszcze długo. W każdym razie po ludzku wcale nie kandydat na świętego, na fundatora zgromadzenia czy po prostu na brata. Ale tylko po ludzku. Bóg widział w nim potencjał. W Tobie także widzi. Ty, Twoje życie takie jakie jest, w tym momencie, w którym jesteś, jest materiałem na relację z Bogiem, na projekt, jakiego nie wymyśliłby najlepszy konstruktor czy designer.

Dlatego przestań myśleć w kategoriach „gdyby” – gdybym był inny, gdybym miał inną historię, innych rodziców, inne warunki życia i okoliczności.

Posłuchaj raczej opowieści o Karolu:

Współczesny biograf Karola, Charles Lepetit, nazwał go człowiekiem, który nie da się sklasyfikować, bo każda klasyfikacja będzie fałszywa i myląca. Udowadnia to następującymi słowami:

Portret jaki Karol kreśli o sobie samym, nie ma w sobie nic niezwykłego:”Nauczyłem się jedynie samotnej modlitwy, życia książkami i serdecznej rozmowy w cztery oczy z biednymi”.

A co do reszty:

gdyby Karol znał normalne życie rodzinne,

gdyby Karol miał inny temperament,

gdyby stale mieszkał samotnie,

gdyby Karol nie był Karolem, byłoby łatwiej uczynić z niego świętego z pobożnych obrazków.

Ale taki nigdy nie istniał.

Czy jest zatem szansa odkrycia w nim brata?

Oczywiście – obcy jest dla nas kontekst jego życia: arystokracja, Sahara, Tuaregowie, kolonizacja, Kościół przedsoborowy.

Ale nauczyć się kochać Boga takimi darami, jakie się posiada, a nie jakie chciałoby się mieć,

być rozdzielonym pomiędzy modlitwą, a zaangażowaniem,

marzyć o wspaniałych projektach i żyć wtopionym w banalną rzeczywistość, z sercem tkliwym, które płacze lub wybucha złością, chcieć się modlić, nie potrafią pozostawać w spokoju –

Czy to nie jest obraz BRATA?

Jednak co ta powyższa opowieść ma wspólnego z adwentem, przez który miał nas przeprowadzić mały brat Jezusa? Właśnie to, że w adwentowej historii Świętej Rodziny wiele wydarzeń także było „nieidealnych” – zaręczonej z Józefem Maryi „trafia się” nieoczekiwane Zwiastowanie, pierwszy trymestr ciąży przynosi daleką wyprawę do Elżbiety, a ostatni jeszcze dalszą do Betlejem. Nie ma w tym mieście renomowanego szpitala położniczego, ani nawet pokoju, który pomógł by w dogodnych warunkach na poród domowy. Jest stajnia/szopa/grota*. Są pasterze i mędrcy. Jest zapowiedź serca przenikniętego mieczem. Jest nieprzychylny król. A połóg zamiast odpoczynku przynosi konieczności uciekania do dalekiego Egiptu. Jest w końcu Nazaret, z którego pewnie wielu dałoby nogi, bo taki nie perspektywiczny, bo prowincja i zaścianek.

Pozwólcie, że jeszcze raz powtórzę za abp. Rysiem:

Czy może być co dobrego z Nazaretu? Nazaret jest miejscem, gdzie Bóg nie ma prawa działać! Nie dlatego, że Nazaret miałby być jakiś grzeszny, okropny. Nie żeby tu mieszkali ludzie jak najbardziej chciwi, najbardziej cudzołożni lub najwięksi bałwochwalcy. Nie oto chodzi. Nazaret jest miejscem gdzie się nic nie dzieje. (…) Bóg może działać w jakiś miejscach specjalnych: może działać w świątyni, może działać w Jerozolimie, ale w Nazarecie? Nic nie może być z Nazaretu!

My uciekamy z takich miejsc jak Nazaret. To jest przekleństwo urodzić się w takim miejscu jak Nazaret. Jestem za mały, za słaby, a moja rodzina jest najmniejsza, nie mam się o kogo oprzeć. Nic w życiu nie osiągnę. Uciekam stąd. To jest jednak to miejsce, które Bóg wybiera. Jezus Chrystus tu się narodził, nie dlatego, że tu Go dopadło tylko dlatego, że je wybrał, aby nam pokazać, że takie są Boże wybory!

Bogu nie przeszkadza miejsce, w którym żyjesz. Nie przeszkadza mu zwyczajność, którą sobie wyrzucasz. On działa w Twoich miejscach, On potrzebuje Twojej zwyczajności.

Takie są Jego wybory.

Dlatego, gdy za kilka dni uklękniesz przy żłóbku zaproś go do swojego serca – choćby było niezłą wiochą lub zapadłym kątem, jak Nazaret; choćby było suche i nieżyzne jak pustynia. Zaproś Go do siebie. Bo On CIEBIE WYBIERA. Ty jesteś JEGO WYBOREM. Nie uciekaj od siebie. Wróć do siebie, ale wróć z Jezusem – niech się wprowadzi, zamiast uciekać po „Egiptach” i nie wiadomo, gdzie jeszcze szukając schronienia. Bądź jak Karol – zamieszkaj z Jezusem pod jednym dachem.

Radosnych Świąt Narodzenia Pańskiego w Tobie!

 

 

*niepotrzebne skreślić

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.