Boże Narodzenie

„Bo pocztą możesz wysłać, co chcesz: serce, buty i wiersz”

Moim ulubionym świątecznym wierszem jest utwór Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pt. Trąbki świątecznej poczty. Zachęcam, by przeczytać cały, ale zaczyna się ni mniej, ni więcej tak:

Już dzisiaj który to raz
pędzi poczta przez las!
Cóż, nie dziwota, przed każdą Gwiazdką
pękają banie z manią pisarską:
Jacek, co pióra nie bierze w ręce,
nagle napisał listów dziewięćset.
Pisze Alojzy, Funia i Mania.
Rośnie gwiazdkowa życzeniomania.
Wczoraj w Krakowie na placu Kingi
listy wypchnęły denko od skrzynki,
bo tyle listów, któż by to zniósł —
O! znów pocztowy wóz:
jeszcze ten mostek, jeszcze ta rzeczka
i wjedzie poczta w mury miasteczka,
śnieg przed pocztą biegnie jak zając,
trąbki pocztowe gromko grają:
Listy, paczki, stamtąd i stąd!
Wszystkim Wesołych Świąt!

Czasy się zmieniają. Dziś nikt nie wysyła już telegramów, a miejsce kart z życzeniami zajmują (a może nawet na dobre zajęły) e-maile bądź SMS-y z grafikami bądź świątecznymi rymowankami.  Zamiast wypchanego denka skrzynki mamy zapchane po ostatnią skrytkę paczkomaty, a częściej niż listonosza wjeżdżającego w mury miasteczka spotykamy kurierów, którzy do punktów odbioru albo prosto do naszych drzwi dostarczają miliony paczek, w których już nie tylko jak w dalszym ciągu wiersza

(…) korniszony,
dziadziuś na pewno będzie wzruszony,
bo, proszę pani, dobrze, gdy w święta
wnuczuś o dziadku swoim pamięta (…),

ale także ubrania, biżuteria, rękodzielnicze cudeńka, słodkości, herbatki, kubki, książki i wiele innych. Sporą część życia (nie tylko przed Bożym Narodzeniem) wypełnia nam śledzenie przesyłek. Sprawdzamy aplikacje kurierskie szczególnie często wówczas, gdy jakaś paczka powinna dotrzeć do nas szybko, bo na przykład zawiera podarunek albo na urodziny dziecka, albo na mikołajki, albo na Wielkanoc, albo na walentynki etc. Firmy kurierskie zapewniają nas w e-mailach, że zamówienia dokonane wtedy a wtedy, do tej bądź tamtej godziny na pewno zostaną dostarczone np. najpóźniej do 12.00 w Wigilię. Szczególnie w okresie świąt śledzenie przesyłek staje się poniekąd sportem narodowym.

Gdy myślę o śledzeniu przesyłek, przypomina mi się po pierwsze pewien nietypowy wiersz ks. Jerzego Szymika z tomu Ogród:

 

https://sledzenie.przesylki.pl

śledzę przesyłkę numer 00259007738515729547.

To fascynujące zajęcie.

Jest ono, niestety, możliwe dopiero po zeskanowaniu
przesyłki na sortowni Poczty Polskiej. Mogę śledzić ją
na dhlparcel.pl lub też na https://przekieruj.dhlparcel.pl/
/00259007738515729547. Znam PIN (412966), myję zęby,
śledzę przesyłkę numer 00259007738515729547.

W tym czasie mój uniwersytet walczy o wejście do 800
najlepszych uczelni świata, mój wydział o kategorię B+,
a moi studenci o dostęp do USOS-a (awaria systemu, który
właśnie domykamy). Ich prace sprawdzają systemy
antyplagiatowe, które, plus sprawny monitoring,
zwalniają nas z męczącej czujności sumienia.
Aplikuję, streamuję, nie wymiękam, śledzę.
Jestem śledzony czy śledzę.

Wiem już, że nie jest możliwe nie śledzić przesyłki po jej
zeskanowaniu. Bo wtedy natychmiast interweniują online
psycholożki interwencyjne. Współpracują ze mną na platformie
behawioralnej, interaktywnej. Wzmacniają w ten sposób moje
zasoby, pomagają zarządzać moimi kryzysami. Myję zęby, kiedy
podskakuje telefon. Interweniują obie: pomysłodawczyni
i twórczyni, połączenie Orwella z Huxleyem. Przypominają mi
moje sukcesy, rozkładają je na czynniki pierwsze, więc mobilnie,
z satysfakcją, śledzę przesyłkę numer 00259007738515729547.

Lecz najlepsze przede mną. W przesyłce, którą śledzę,
znalazłem info: śledź przesyłki jeszcze szybciej z aplikacją
mobilną InPost! Wejdź na inpost.pl/aplikacja lub zeskanuj
kod QR. To będzie

jeszcze bardziej
fascynujące zajęcie.

 

Choć w Szymikowym tekście wyczuć można nutkę, a może nawet nutę ironii, a kolejne wersy przekonują, że to raczej satyra na a nie pochwała ku czci aplikowania, streamowania, śledzenia i bycia śledzonym, to nie ulega wątpliwości, że obecnie śledzimy przesyłki zapewne jeszcze szybciej i bardziej intuicyjnie niż wówczas, gdy śląski poeta pisał ten wiersz (14 grudnia 2018-7 lutego 2020). Powiadomienia o ich statusie (nie)pokoją nas przy myciu zębów, przy obiedzie, gdy kładziemy się spać i wstajemy ze snu może również częściej niż jeszcze pięć czy sześć lat temu. Może dla niektórych rzeczywiście śledzenie staje się czynnością coraz bardziej fascynującą…

W czasach Gałczyńskiego listonosze, a dzisiaj coraz częściej kurierzy dostarczają

I dla cywilów, i dla armii,
i do Wrocławia, i do Warmii,
do Szczebrzeszyna, do Szczecina

(…)

Właściwie tylko zmienia się tło:
po wsiach koguty, w miastach neony.
I znowu paczka, dopłata: sto —
i znowu ekspres polecony.

Za każdą paczką, o czym chyba rzadko myślimy, stoi człowiek, który ją odbiera, przewozi, dostarcza etc. W dzieciństwie uczyłam się na pamięć pewnego wiersza innego poety Juliana Tuwima. Być może ktoś z Was ten utwór także przy tej okazji wyciągnie z lamusa:

Murarz domy buduje,
Krawiec szyje ubrania,
Ale gdzieżby co uszył,
Gdyby nie miał mieszkania?

A i murarz by przecie
Na robotę nie ruszył,
Gdyby krawiec mu spodni
I fartucha nie uszył.

Piekarz musi mieć buty,
Więc do szewca iść trzeba,
No, a gdyby nie piekarz,
Toby szewc nie miał chleba.

Tak dla wspólnej korzyści
I dla dobra wspólnego
Wszyscy muszą pracować,
Mój maleńki kolego.

Ta prosta Tuwimowa rymowanka prowadzi mnie niechybnie do myśli, którą ks. Grzegorz Strzelczyk zawarł na kartach książki Szósty zmysł codzienności*: 

zależymy od pracy dziesiątków ludzi, z których zdecydowanej większości nigdy nie spotkamy. Jesteśmy im w jakiś sposób wdzięczni? Zastanówmy się: autobus, którym jedziemy, prowadzi kierowca, który wstał wcześnie rano i ma napięty grafik (…). A ludzie ślęczący nocami nad systemami informatycznymi, nad ich poprawkami i konserwacją, żebyśmy mogli rano zrobić przelew? Właściwie za każdym przedmiotem czy programem, którego używamy, kryją się jacyś ludzie, którzy pracują dla naszego dobra. (…) A my czasem w rozwiniętych, zamożnych krajach żyjemy w mirażu samowystarczalności. (…) Ten paradoks jest możliwy, bo nie czujemy na co dzień tej zależności. (…) Niestety raczej nie żyjemy wdzięcznością, a nieprzemyślanym wrażeniem, że to w ogóle wszystko samo się robi. I jeszcze potem jesteśmy zdziwieni, że nikt nie jest wdzięczny nam, bo przecież my – ironizuję oczywiście – jesteśmy jedynymi ciężko pracującymi ludźmi na świecie.

Warto żyć wdzięcznością. Warto żyć taką świadomością, że u początku każdej rzeczy, której używamy, byli jacyś ludzie. Nawet jeżeli pewne produkty robi maszyna, to ktoś ją wymyślił, zbudował, obsługiwał etc. W tym łańcuchu zdarzeń zawsze jest u początku jakiś człowiek. Módlmy się czasem za tych, którzy nam wymyślili i wykonali rzeczy, z których na co dzień korzystamy. To jest ciekawa przestrzeń do duchowości, do łączenia z Bogiem – Stwórcą naszej codzienności. Gdy kupimy pralkę, wyobraźmy sobie, ilu ludzi musiało przyłożyć do niej ręce, żeby powstała. Gdy kupujemy marchewkę, reflektujmy czasem nad tym, że ktoś ją przecież wyhodował. (…) 

A gdy wysyłamy bądź odbieramy paczkę, pomyślmy idąc śladem intuicji ks. Strzelczyka że ktoś ją najpierw wyjmie z paczkomatu, a potem zawiezie do danego oddziału, skąd będzie przez kogoś innego koniec końców dowieziona do celu…

Teolog ze Śląska zachęca jeszcze: Pomódlmy się za ludzi, którzy się za tym kryją. To jest niesamowite doświadczenie, które można zaaplikować w codzienność. Rośnie przy tym świadomość, że jesteśmy dziećmi tego samego Ojca i nawet, zupełnie o tym nie myśląc, przez
pracę troszczymy się o siebie nawzajem.

Ta intuicja nie dotyczy oczywiście tylko kurierów. Można ten sposób pełne wdzięczności myślenie rozciągnąć na wszystkich, dalekich i bliskich, dzięki którym pewne rzeczy w naszym życiu mamy, z pewnych korzystamy etc.

*

Bo pocztą możesz wysłać co chcesz:
Serce, buty i wiersz:

W przesyłce możesz wysłać, co chcesz. Myślę jednak, że najczęściej jest tam serce tego, kto ją nadaje a w kartonowym pudełeczku zmienia się ono w książkę, pierścionek, zabawkę bądź w słodką czekoladkę. W przesyłkowym szale dobrze jednak nie tylko wysyłać serce, ale je sobie okazywać, dopóki bije całe i zdrowe.

I pamiętać o największym Darze tych zbliżających się świątecznych dni (i nie tylko tych) o Synu, który został nam dany.

* Zob. G. Strzelczyk, Szósty zmysł codzienności. Klucz do lepszego życia, Kraków 2024, s. 95 i n.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.