„Wierzyć” czy „widzieć”? Czyli – czy Bóg jest stronniczy… Kilka refleksji przed Niedzielą Bożego Miłosierdzia

Ilekroć w liturgii pojawia się postać św. Tomasza uwiecznionego przez św. Jana w postawie niedowierzania, a właśnie tę perykopę czytamy w II Niedzielę Wielkanocną – Niedzielę Bożego Miłosierdzia, tylekroć powraca temat wiary i widzenia. Ponieważ też sam Jezus podsumowuje ostatecznie to spotkanie z Apostołami słowami: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

Wiara jest pod tym względem wyzwaniem. Bo wiąże się z „niewidzeniem”, bo jest zaproszeniem, by uwierzyć, choć się nie widzi. Ile już razy słyszałam – chociażby od swoich dzieci – symboliczne i może nieobce też innym pytanie o to, dlaczego nie widzą Pana Jezusa, a np. siostra Faustyna – apostołka Bożego Miłosierdzia – widziała, dlaczego to jej, jak określają, „się ujawił” a im nie? Dlaczego ona tak a oni nie?

Cóż, być może takie poczucie „pokrzywdzenia” miał też Tomasz? Bracia apostołowie widzieli w międzyczasie Jezusa a on nie, a zatem niech i mnie się ukaże – myślał być może – niech go dotknę, to uwierzę…

Dlaczego mi też się nie ukazał? Ten zarzut o swoistą „stronniczość” Pana Boga powraca przez wieki. Powraca pytanie o to, dlaczego niektórych wybiera sobie jakby „bardziej” i im się ukazuje, a innym nie? Nie ukrywam, że mnie także czasem to zastanawiało. Pewną jasność przyniosła mi lektura pism włoskiej mistyczki bł. M. Crostarosa, której Jezus, w czasie jednej z mistycznych rozmów, tę kwestię tłumaczył. Fragment jest długi, ale warto go przeczytać i rozsmakować się w słowach:

Miłość Słowa nie ma względu na osoby

[Niektórzy] uważają Mnie za stronniczego w miłości, tak jakby we Mnie była miłosna namiętność podobna do ludzkiej, a moja miłość była tylko sympatią tak jak u stworzeń. Ja, córko, chcę ci to teraz wyjaśnić. Powodem takich ludzkich sądów są nadprzyrodzone łaski i dary bezinteresownie przeze Mnie rozdzielane wśród stworzeń; jednym więcej, drugim mniej. Widać to szczególnie w przypadku dusz, które Ja obdarzam moją szczególną łaską już od dzieciństwa, zanim Mnie jeszcze poznają. […]

Darów tych nie rozdzielam więc kierując się sympatią, ale z jednakową dobrocią daję je tym, o których wiem, że wykorzystają je dla dobra własnych dusz; daję tym, którzy są Mi wdzięczni i na nie odpowiadają; tym, którzy są bezinteresowni, nie dbają o cześć i miłość własną. Im właśnie ofiaruję te dary, bo nie poprowadzą ich ku zatraceniu i ruinie. Czynię to z nadmiaru miłości i dobroci. […] Czynię to jednak, aby było wiadomym, że dla wszystkich moich stworzeń mam miłość jednakową i nieskończoną. Nie jest więc nawet minimalnym brakiem mojej miłości to, że niektórym nie udzielam szczególnych łask, ani nie jest wyjątkową miłością to, że innych nimi obdarzam. Ofiaruję moje łaski, aby być uwielbionym na ziemi, a odbieram je tym, którzy je sobie przywłaszczyli.

Te dusze, którym nie udzieliłem szczególnych darów, kocham tą samą nieskończoną miłością, którą i tamte ukochałem. Chcesz się przekonać, czy tak jest naprawdę? Wszystkie moje stworzenia obdarzyłem darem największym z możliwych – dałem im siebie samego we Wcieleniu i Eucharystii, bo te dwa dary zawierają wszelkie dobro każdego daru, który jest w moim bycie. Tak samo, bez wyjątku, wchodzę w serca świętokradzkie, jak i do dusz kochających, pragnąc rodzić dobro w każdym sercu i dać się wszystkim, znosząc przy tym tysiące obelg od niewdzięcznych. Zauważ, córko, że jednakowo ukochałem wszystkie dusze, pragnąc dla każdej szczególnego dobra! Nie mogę być innym, bo moja dobroć jest nieskończona. Tylko przez swoją niewiedzę moje stworzenia są „ślepe”, a z braku miłości do Mnie sądzą, że dokonuję stronniczych wyborów. Wiedz, córko, że w świecie jest wiele moich dusz kochanych i wiernych, którym nie udzieliłem nadprzyrodzonych darów i łask, lecz kocham je i bez tych darów jak źrenicę oka […]”

Liczy się miłość a nie dary

Wiedz, że bardziej kocham w duszy odrobinę czystej miłości niż wszelkie dary, które mogłaby posiadać. Dary zaś kocham jako moje bogactwa w duszach, które je otrzymały, a w których Ja je złożyłem. Jako od moich skarbniczek, wymagam od tych dusz, aby się o nie rzetelnie troszczyły. A w duszach, których nie obdarzyłem szczególnymi łaskami i nie udzieliłem takich bogactw, a jednak one kochają Mnie całym sercem, Ja odbieram nie mniejszą chwałę, bo przez ich pokorę i świętą bojaźń jestem uwielbiony w ich wielkiej i czystej miłości; a ukryty w nich, żyję z nimi w nieporównywalnym upodobaniu. Wszystkie bowiem dusze będą jednakowo uwielbione w niebie na miarę miłości, a nie posiadanych darów.

W ojczyźnie (niebieskiej) odkryje się ze zdziwieniem wspaniałość tych dusz, bo świat ich nie poważał i nie szanował tak jak te pierwsze. W moim królestwie niektóre z nich zasiądą przed tymi, co posiadały nadprzyrodzone dary, bo są wśród nich liczne, które prześcignęły tamte w miłowaniu Mnie, a na ziemi nie otrzymały należnej zapłaty – czci i ludzkiego szacunku. Zobacz, oblubienico moja, jak świat się myli w tej sprawie” (Trattenimenti, I).

Lubię czytać ten fragment, bo on uświadamia mi, jak dalekie od naszych wyobrażeń jest postępowanie Boga z nami, i że w istocie patrzy On na miłość, a nie na dary, które przecież i tak pochodzą od Niego a nie od człowieka. To nie zasługa mistyka, że ma objawienia, ale wybór Boga; nie wyróżnienie, ale dar i zadanie, bo jeśli Pan Bóg obdarowuje, to także dla dobra innych. Jezus sam podkreśla, że wielu z tych, którzy nie doświadczali objawień, może zawstydzić pięknem i siłą swojej wiary i miłości tych, których udziałem stawały się wizje czy inne doznania mistyczne.

Jezus zaprasza zatem do wiary, która patrzy oczami serca. Takiej wiary doświadczali też po Wniebowstąpieniu zarówno Maryja, jak i Apostołowie, pierwsi uczniowie. W pewnym momencie przecież także i oni zostali pozbawieni namacalnej obecności Jezusa i weszli w nowy etap relacji z Nim. Etap czystej wiary.

Warto więc może dziś ze św. Tomaszem podjąć w modlitwie rozmowę o meandrach wiary i na nowo docenić to, jak wyjątkową jest przygodą. Przygodą z Bogiem, którego choć nie widać, to przecież JEST. W Nim przecież żyjemy, poruszamy się i JESTEŚMY.

O niej mówił wiele lat temu podczas pielgrzymki do Polski papież Benedykt XVI, który kilka dni temu świętował kolejne urodziny. Tłumaczył:

Hasłem mojej podróży […] po polskiej ziemi są słowa: Trwajcie mocni w wierze! Wezwanie zawarte w tych słowach skierowane jest do nas wszystkich, tworzących wspólnotę uczniów Chrystusa. Skierowane jest do każdego z nas. Wiara jest bardzo osobistym aktem człowieka, który realizuje się w dwóch wymiarach. Wierzyć to przede wszystkim znaczy uznać za prawdę to, czego do końca nie ogarnia nasz umysł. Trzeba przyjąć to, co Bóg nam objawia o sobie, o nas samych i o otaczającej nas rzeczywistości, także tej niewidzialnej, niepojętej, niewyobrażalnej. Ten akt przyjęcia prawdy objawionej poszerza horyzont naszego poznania i pozwala dotrzeć do tajemnicy, w jakiej zanurzona jest nasza egzystencja. Jednak zgoda na takie ograniczenie możliwości rozumu nie przychodzi łatwo. I tu wiara jawi się w swoim drugim wymiarze: jako zaufanie osobie – nie zwyczajnej osobie, ale Chrystusowi. Ważne jest w co wierzymy, ale jeszcze ważniejsze, komu wierzymy. […]

Wierzyć – to znaczy zawierzyć Bogu, powierzyć Mu nasz los. Wierzyć – to znaczy nawiązać głęboko osobistą więź z naszym Stwórcą i Odkupicielem w mocy Ducha Świętego, i uczynić tę więź fundamentem całego życia.

Dobrego dnia!

🙂

 

Obraz: akw. autorstwa W. Gałczyńskiej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.