Święci

Sto lat od beatyfikacji św. Teresy z Lisieux

Mała Teresa, Mały Kwiatek bądź po prostu Tereska – tak bywa nazywana przez swoich czcicieli św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Jej wizerunki obecne w naszych kościołach i kaplicach – figury i obrazy młodej karmelitańskiej zakonnicy trzymającej krzyż, obsypanej różami, na ustach skrywającej lekki uśmiech – tak mocno wrosły w nasz krajobraz, że wydawać by się mogło, że świętą jest… od zawsze. Tymczasem 29 kwietnia minie wiek od momentu, gdy ogłoszono ją błogosławioną. Na kanonizację nie czekała długo – odbyła się ona dwa lata później w Rzymie, ale to właśnie rok 1923 był tym, w którym ziściło się pragnienie wielu, którzy niemal od momentu jej śmierci we francuskim Lisieux powierzali jej z ufnością swoje sprawy, wierząc, że spełni ona swoją obietnicę, którą złożyła za życia:

Czuję, że moja misja dopiero się zaczyna: misja, której zadaniem będzie doprowadzić ludzi do kochania Boga, tak jak ja Go kocham, i uczenie dusz mojej „małej drogi”. Jeśli moje pragnienia zostaną wysłuchane, niebo spłynie na ziemię. Nie spocznę aż do końca świata, dopóki będą dusze potrzebujące zbawienia…

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że rzeczywiście przekonanie o świętości tej młodziutkiej, ukrytej przed światem, a tak bardzo kochającej Boga i ludzi dziewczynie, tempem błyskawicy rozeszło się zarówno po  całej Francji, jak i poza jej granicami. Niedługo po ukazaniu się Dziejów duszy Lisieux zasypały nie tylko listy (nawet po kilkaset dziennie), ale także świadectwa o – zapowiadanym przez Teresę – „deszczu róż”, który miał symbolizować łaski, jakie pragnęła ona wypraszać u Jezusa. W korespondencji docierającej do karmelitańskiego klasztoru, w którym najmłodsza z sióstr Martin żyła jeszcze kilka lat wcześniej, proszono o modlitwę, obrazki… Do niewielkiego miasteczka zaczęły też przybywać pielgrzymki, w czasie których pątnicy doświadczali uzdrowień i cudów…

Teresa zawsze pragnęła być siostrą i przyjaciółką ludzi, zbliżać ich do Jezusa, którego sama tak bardzo kochała, zachęcać ich, by ufali Jego dobroci i miłosierdziu. Dziś również nie przestaje wspierać nas, którzy idziemy jeszcze przez świat w kierunku, w którym i ona dzielnie zmierzała – do wieczności. Święci zawsze dzielą się z nami tym, co mają najcenniejszego – bliskością Boga, którego oglądają twarzą w twarz. Nie chcą zatrzymać Go tylko dla siebie. Potwierdza to świadectwo nie tylko Teresy, ale także innej, żyjącej w XX wieku św. s. Faustyny Kowalskiej, którą ostatnio wspominaliśmy w kontekście Niedzieli Miłosierdzia Bożego, a która na kartach Dzienniczka pisała:

Nie zapomnę o tobie, biedna ziemio – choć czuję, że cała natychmiast zatonę w Bogu, jako w oceanie szczęścia; lecz nie będzie mi to przeszkodą wrócić na ziemię i dodawać odwagi duszom, i zachęcać je do ufności w miłosierdzie Boże. Owszem, to zatopienie w Bogu da mi nieograniczoną możność działania.

Tę możność działania pokazują nam święci swoim skutecznym orędownictwem. Czasem cuda, które wypraszają, są niezwykłe, jak np. uzdrowienia z ciężkich chorób, ale często są one bardzo proste i sprowadzają się do codziennej, cichej pomocy w chwilach, w których ich przyzywamy, ale przede wszystkim do zachęty do ich naśladowania. Ta ostatnia wydaje się najważniejsza. Bo często traktujemy świętych jak traumatologów, którzy powinni sprawnie pomóc nam w obliczu beznadziejnych sytuacji i spraw. Oczywiście, i ta ich rola jest nie do przecenienia. Ważne jednak, byśmy nie zapomnieli, że oni uczą nas przede wszystkim miłości do Boga i braci, wytrwałości czy codziennego otwierania serca na działanie Ducha Świętego – Tego, który jest w nas sprawcą świętości, który zapala nas swoim ogniem.

O takim Jego działaniu w człowieku pisała inna wielka kobieta Kościoła, bł. Maria Celeste Crostarosa, która w Duchu Świętym dostrzegała zawsze Sprawcę miłości gorliwej. Pisała:

W człowieku, który jest uległy na działanie Ducha Świętego, rodzą się ogarniające go całego pragnienia, aby pomagać zbawiać bliźnich i pomnażać ich dobro. Nie martwi go trud ani udręka, która z tego by wynikała. Zazwyczaj taka osoba pociąga za sobą liczne inne, prowadząc je ku życiu wiecznemu lub do stanu doskonałości. Nie zaniedba żadnego środka ani żadnej możliwości, aby Bóg był kochany przez wszystkich – co więcej, chciałaby, aby wszystkie serca płonęły taką samą miłością. Tutaj człowiek raduje się dobrem innych tak jak swoim własnym, podobnie jak święci w niebie cieszą się nawzajem swoim dobrem, każdy szczęściem drugiego, doświadczając przy tym chwały Bożego pokoju. W tym stanie człowiek żyje z ogromną gorliwością i w płomieniu miłości, bo zawsze i na wszystko odpowiada miłością: a miłość patrzy, miłość widzi, miłość słyszy, miłość kocha, miłość myśli, miłość pragnie, miłość wszystko rozumie, w miłości chce mieć swoje istnienie przez całą wieczność! (Stopnie modlitwy).

Duch miłości może być także w nas sprawcą takiej właśnie gorliwości, On – Ogień – może w nas ogień miłości rozpalić i go podtrzymywać. Tego uczą nas święci, także Teresa, którą warto w tych dniach wspomnieć, której warto powierzyć swoje sprawy, którą warto naśladować w jej pragnieniu, by zbliżać innych do Boga, czyniąc to przede wszystkim modlitwą. Modlitwą, o której Jezus w kontekście święta Miłosierdzia Bożego mówił do wspomnianej wcześniej s. Faustyny:

Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić. Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn, drugi – słowo, trzeci – modlitwa; w tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku Mnie. 

*

A o tym, jak skuteczną towarzyszką i orędowniczką jest Teresa, miałam okazję pisać w poświęconym jej tomie WAM-owskiej serii o cudach świętych (https://wydawnictwowam.pl/prod.cuda-swietej-teresy-od-dzieciatka-jezus.34665.htm?sku=92042)


 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.