A gdybyś miał zrobić ‚selfie’ swojej duszy?

A gdybyś miał zrobić ‚selfie’ swojej duszy?

Nie da się ukryć, że żyjemy w epoce akcentującej wygląd zewnętrzny. Terminy do najlepszych fryzjerów są zarezerwowane nawet na kilka miesięcy do przodu. Do makijażystek, kosmetyczek i manikiurzystek także trzeba umawiać się z dużym wyprzedzeniem. Nowe galerie handlowe wyrastają jak grzyby po deszczu i wciąż nie brakuje im klientów, którzy codziennie wyruszają na poszukiwanie nowych ubrań, dodatków czy kosmetyków, które pozwolą im wyglądać jak najlepiej. Także profile instagramowych influencerek pękają w szwach od stylizowanych zdjęć, a tuż pod nimi informacja o dziesiątkach lub nawet setkach tysięcy klikniętych serduszek, polubień, komentarzy.

Chcemy robić na innych dobre wrażenie. Budzić zachwyt. Podobać się. Chcemy dobrze wyglądać. Zarówno w życiu – „na żywo”, jak i uwiecznieni na zdjęciach. Zwłaszcza na ich najpopularniejszej wersji, jaką aktualnie z pewnością jest selfie. Nie żałujemy ani czasu, ani pieniędzy na to, żeby dobrze się prezentować. Nie piszę tego bynajmniej oceniając innych z góry. Sama nierzadko korzystam w aparacie z opcji selfie, a z domu raczej nie ruszam się ani bez – przynajmniej minimalnego – makijażu, ani z nieułożonymi włosami.

Pytanie o to, co by było, gdyby nagle mnie i innym, przyszło wrzucić na Instagram zamiast selfie swojej twarzy, selfie duszy (i czy wtedy też tak chętnie byśmy się nim chwalili, jak chwalimy zdjęciami swojej twarzy?), przyszło mi na myśl w rozmowie z jedną z Sióstr ze Zgromadzenia Duszy Chrystusowej. W spotkaniu po latach opowiedziała mi m.in. nieco o specyfice duchowości swojego zgromadzenia, wspomniała o przesłaniu ich Założycielki – sł. B. M. Pauli Tajbert – oraz obrazie Duszy Chrystusowej. Według informacji na stronie Zgromadzenia:

obraz ten powstał według wizji, jaką miała w roku 1919 Sługa Boża Paula Zofia Tajber. Na modlitwie ujrzała promienną postać Jezusa, który powiedział: „Najmilsza, oddaję ci Duszę Moją Boską ku uczczeniu, byś Ją i Jej żądania przekazała światu całemu”. Według pragnienia Matki obraz Duszy Chrystusa Pana miał być dla współczesnych ludzi, zagubionych w materializmie, gorącą zachętą do zwrócenia uwagi na wartości duchowe. Przede wszystkim miał przypominać człowiekowi, iż posiada duszę nieśmiertelną, odkupioną Przenajdroższą Krwią Zbawiciela Świata.

Refleksja duchowej córki M. Tajbert, nawiązująca do jej spojrzenia na kwestię Duszy Chrystusa, bardzo mnie zainteresowała. Z jednej strony wspomniała ona, że autorem obrazu jest Adolf Hyła, czyli ten sam, który namalował obraz „Jezu, ufam Tobie”, według wizji św. s. Faustyny. W obrazie z Łagiewnik Chrystus wskazuje na swoje miłosierdzie, miłosierne Serce. I rzeczywiście, wielu tego miłosierdzia w Łagiewnikach doświadcza, ale doświadczenie miłosiernej miłości nie jest przecież końcem drogi z Jezusem, tak, jak gdyby przebaczenie grzechów pozwalało nam na „święty duchowy spokój”. Przeciwnie – doświadczenie miłosierdzia może być początkiem przyjaźni z Jezusem i coraz głębszym poznawaniem – no właśnie – Jego Duszy. Bo przecież przyjaciele chcą się poznawać, chcą lepiej siebie rozumieć. Gdy dwaj przyjaciele się miłują, to tak, jak gdyby jeden mieszkał w sercu, w duszy drugiego. I chyba właśnie takiej czci pragnie Jezus w przesłaniu do M. Tajbert…

Ale cześć dla Duszy Chrystusa nie wyczerpuje bogactwa treści duchowości Zgromadzenia i kontekstów z nią związanych. Obraz Duszy Jezusa pędzla Chyły koncentruje uwagę na Jej promienistości, rozchodzeniu się na zewnątrz. Chrystus pragnie objąć Sobą – swoją Duszą, wszystkie ludzkie dusze:

„Artysta to rozchodzenie się światła z Duszy Chrystusowej na ludzkie dusze przedstawił na obrazie w formie promieni przenikających przeźroczyste kółka, które symbolizują dusze ludzkie”.

Jezus przenika i chce przenikać dusze. Chce przypominać, że każda z nich jest i może być piękna. Chce przypomnieć, że człowiek nie jest tylko ciałem, ale również duszą, że oba wymiary są ważne, aczkolwiek to dusza pozostaje nieśmiertelna, pozostaje na wieki. A może także o tym, że przeakcentowaliśmy i ciążymy w stronę ciała za bardzo? I w tym momencie warto wrócić do pytania zadanego u początku, ale nieco je sparafrazować – tzn.: w jaki sposób dbasz o swoją duszę? Poświęcasz jej tyle samo czasu, co ciału? „Myjesz” ją codziennie, tak, jak codzienne bierzesz prysznic lub kąpiel? Nacierasz balsamem (balsamem modlitwy, lekturą duchową)? Czy Twoja dusza pachnie wonią cnót jak ciało muśnięte zapachem drogich perfum? Przeglądasz się codziennie w zwierciadle duszy tak, jak przeglądasz się w lustrze, żeby oglądać swoją twarz? Czy jesteś „rozrzutny” dla duszy tak, jak dla ciała? Czy gdyby istniał aparat do fotografowania duszy, to równie chętnie chwaliłbyś się jej zdjęciami na Insta, jak chwalisz swoim selfie? Co byś na tym zdjęciu zobaczył? Duszę jasną, pełną pokoju, zadbaną, piękne ozdobioną, a może odartą, zniszczoną?

Podobne pytania można by mnożyć. I nie są one bynajmniej skierowane „przeciwko ciału”. Przecież człowiek jest jednością ciała i duszy. Dlatego własnie ciało jest wyjątkowym darem. Jest dobre i może promieniować pięknem. Budzić zachwyt. Wskazywać na Stwórcę, bo w nim również odbija się Boże piękno w nas. Wszak – jak podpowiada mądrość ludowa – w zdrowym ciele, zdrowy duch. Zależność ta działa jednak też w drugą stronę: dzięki zdrowej duszy – zdrowe ciało, bo – jak pisała M. Paula Tajber – „ciało, to żywe naczynie duszy”. Oby zarówno nasze ciało, jak i dusza, stawały się piękne na wzór Bożego piękna. Przecież „jesteśmy piękni Twoim pięknem Panie! Ty otwierasz nasze oczy, na piękno Twoje Panie! Ty otwierasz nasze oczy, Panie!”

 

 

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane miejsca do wpisania są oznaczone gwiazką *.