«Nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek…» [Wielki Post z bł. M. Celeste Crostarosa ‒ cz. III]

W czytanej dziś Ewangelii słyszymy o tłumie ludzi zgromadzonych wokół Jezusa i wyrażających różne opinie o jego osobie: faryzeusze wypowiadają się z gniewem, wypominając „marne” pochodzenie Jezusa, bo, ich zdaniem, żaden prorok nie może przecież powstać z Galilei; Nikodem wyraża głos sprzeciwu, przypominając, że zanim się kogoś potępi, należy go wpierw przesłuchać, zbadać jego sprawę; zaś strażnicy „obezwładnieni” w jakimś sensie mocą słów Jezusa i tego, w jaki sposób przemawia, nie są w stanie wypełnić oczekiwań faryzeuszy, by Go pojmać. Ewangelista Jan stwierdza koniec końców, że z powodu Jezusa powstał rozłam i choć nikt nie ośmielił się jeszcze wtedy podnieść na Niego ręki, to wielu z obserwujących musiało opowiedzieć się w swoim wnętrzu po którejś stronie tłumu, tej dyskusji, Jezusa…

Rodzi się w tym kontekście przede wszystkim myśl, że Jezus nie pozostawia ludzi wobec siebie obojętnymi (jak w zapowiedzi Symeona – jest znakiem, któremu sprzeciwiać się będą) – swoich uczniów także nieraz pytał o to, za kogo Go uważają, oczekując od nich jakiegoś opowiedzenia się, czy może raczej świadomego odkrywania Jego tożsamości i świadomości tego, za Kim idą, Kogo naśladują. Każdy na to pytanie Jezusa także musi sobie odpowiadać; na pytanie o to, czy wobec tłumu, w którym krążą skrajne opinie, umie zabrać głos o tym, kim dla niego jest Jezus – niekoniecznie, aby przekonywać, ale aby dać swoje słowo, swój głos o Jezusie i pozwolić Bogu, aby także tym słowem działał w tych, w których zechce i jak zechce. Ostatecznie nigdy nie mamy pewności, czy właśnie w tym tłumie ktoś na takie słowo nie czeka…

Ale słowem, które wybija się na pierwszy plan tej perykopy, jest słowo samego Jezusa-Słowa. Słowo, mocy którego nie mogą się oprzeć nawet strażnicy:

Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszy, a ci rzekli do nich: «Czemu go nie pojmaliście?» Strażnicy odpowiedzieli: «Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek». 

O tej mocy Bożego słowa pisała w swoich dziełach także bł. Maria Celeste Crostarosa, porównując je do mocnej strzały, trafiającej w ludzkie serce:

„Jeżeli ktoś zapragnąłby wiedzieć, co jest tą potężną strzałą, którą nasz Bóg zranił niezliczoną liczbę serc swoich stworzeń, to mogę stwierdzić z nieomylną pewnością, że jest nią Słowo Boże. I choć dokonuje się to w wieloraki sposób – rani słowem swoich ust, rani spojrzeniem swoich oczu, swym pięknem – to bezpośrednio rani nas swoim Słowem. Podobnie zadaje człowiekowi rany miłości poprzez usta apostołów, głosicieli słowa, łamiąc serca zatwardziałych grzeszników i skłaniając ich do pokuty. Jesteśmy nieraz świadkami, jak to dzięki wysłuchanemu kazaniu, usłyszanej Ewangelii lub poprzez słowo sługi Bożego, następuje wielka przemiana życia. Czyż to nie jest przeszywająca dusze strzała Bożego Słowa? Trzeba stwierdzić, że jest ono potężną strzałą o różnych formach”.

 

 

Słowa Boga, jak poucza autor Listu do Hebrajczyków, są żywe, potrafią przeniknąć pragnienia i myśli serca:

„Jedyne moje Dobro, twoje słowa są duchem i życiem; one z zadziwiającym skutkiem coraz bardziej odnawiają mnie w dobrym. O jakaż ogromna jest różnica pomiędzy tym, co Ty mówisz do mojej duszy, a tym, co mówią ludzie! Oni też pouczają, ale ich słowa są bezskuteczne. Inaczej niż twoje. Łatwo więc można zauważyć, że jesteś wszechmocny i że swoimi rozkazami rządzisz jako Pan absolutny – nie stosując przemocy, zyskujesz posłuszeństwo. Wobec twojej wszechmocy i nieskończonego miłosierdzia mój duch dociera do poznania swojej słabości, a Ty mimo to potęgą swego majestatu uzdalniasz go, aby mógł Cię pojąć”.

Słowa Boga mają moc. Warto nastawiać uszy na to, by je usłyszeć  – poprzez indywidualną lekturę Biblii, ale także poprzez – jak wspomina mistyczka – słuchanie homilii, rozważań. Wielu z nas ma zapewne „ulubionych” kaznodziejów, poprzez słowa których jest w stanie lepiej usłyszeć to, co mówi do niego Bóg – ks. Pawlukiewicz, o. Szustak,… można wymieniać bardzo długo. Nie ukrywam, że ja mam „słabość” do posługi słowa, jaką dzieli się z ludźmi abp Grzegorz Ryś. Słuchając go mocno czuje się, że on sam jest tym, który czyta i rozważa Boże słowo, pozwala mu się kształtować, stawać wobec niego w prawdzie, przemieniać się pod jego wpływem. Czuje się, że nie są to refleksje wyczytane z komentarzy, skopiowane i odtworzone, ale przeżyte na sobie.

Do wysłuchania jednej z nich – będącej komentarzem o Ewangelii z jutrzejszej niedzieli – zapraszam również Was:

Przeżywanie w sobie mocy słowa Bożego może nie zawsze jest drogą łatwą, na którą się decydujemy, bo słowo stawia nas w prawdzie nie tylko wobec Boga, ale także wobec siebie, a prawda o nas nie zawsze jest prosta i wymaga odwagi, by ją akceptować i zmieniać swoje życie, ale to właśnie bliskość słowa sprawia, że prawda ta staje się wyzwoleniem, bo Bogu nie zależy na tym, aby nas zawstydzić tą prawdą i zostawić, ale daje nam bezpieczeństwo Jego akceptacji oraz otwiera na to, co nowe – odzyskując w nas utraconą przez grzech godność, podnosząc, dając prawdziwą wolność i miłość. Tak, jak to sie stało z grzesznicą przyprowadzoną do Chrystusa przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy.

 

Źródło obrazków: https://www.etsy.com/pl/listing/575481234/handmade-copper-pictured-love-arrow-lovh

 

Comments

  1. mężczyzna

    Tak, Droga Pani Joanno – potwierdzam własnym, (prawie 70-letnim życiem), że: „Przeżywanie w sobie mocy słowa Bożego'(…) nie zawsze jest drogą łatwą, (…), bo słowo stawia nas w prawdzie nie tylko wobec Boga, ale także wobec siebie,(…) i wymaga odwagi, by ją akceptować i (…), że prawda ta staje się wyzwoleniem, bo Bogu nie zależy na tym, aby nas zawstydzić tą prawdą i zostawić, ale daje nam bezpieczeństwo Jego akceptacji oraz otwiera na to, co nowe.”
    Ileż to razy w swoim życiu unikałem, uciekałem od spowiedzi, zwlekałem z tym, bo jak mniemałem, czeka mnie upokorzenie, „zawstydzenie”,
    szczególnie to było w tej cząstce drugiej z trzech, obecnie przeżytego czasu życia.
    Niestety z bólem dziś stwierdzam, że ta 1/3 życia, przez niewiedzę, brak Słowa Bożego, spowodowała lęk i ograniczenie w udziale „prawdziwej wolności i miłości”, praktycznie do poziomu cotygodniowego „widza” na Uczcie Słowa i Ciała.
    Bogu dzięki za Jego Niezłomną Moc Poszukiwawczą, za Jego wszelkie Narzędzia, w tym Jego kapłanów w moim życiu, za Osoby Duchowne, właśnie takie jak Pani wymienia, a które i dla mnie są od dawna Drogowskazami: Abp Rysia, (przyjaciela mojego wieloletniego, wiernego przyjaciela), czy właśnie O. Szustaka, czy właśnie również, obecne tu, kolejne Boże Narzędzie – za Drogą mi i Bliską, Blogerkę, Panią Joannę Pakuza.
    Drogą mi i Bliską, bo sprawy jakie Pani na swym blogu podejmuje i przede wszystkim sposób i argumentację, w jaki Pani to robi, są mi tak bardzo bliskie, że za każdym razem sam bym się chciał pod nimi podpisać! :-))
    – a jeszcze tym bardziej jest mi Pani Bliska, bo jest Pani Rodzinną, bo Żoną, bo Matką, a jeszcze bo i teologiczną
    – bo Bliską – gdyż też jestem mężem i ojcem czwórki dzieci. Lecz niestety nie teologicznym 😉
    Składam podziękowanie i najserdeczniejsze życzenia obfitości Łask Bożych w życiu osobistym, rodzinnym i na Bożym Polu, jako Jego Narzędzie.
    Niech za psalmistą:
    Zmartwychwstałego „ ręka cię podtrzymuje” zawsze i wszędzie
    i Błogosławi Panią i Rodzinę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.