„Podziw i cześć, które miałem zawsze dla polskiej kobiety, wzrosły we mnie do ogromnej potęgi…”

„Podziw i cześć, które miałem zawsze dla polskiej kobiety, wzrosły we mnie do ogromnej potęgi…”

Gdy w czasie kwerendy związanej z pracą doktorską przyszło mi czytać wspomnienia zesłanych do Związku Sowieckiego Polek, miałam takie chwile, gdy krew mroziła się w żyłach, gdy chciałam już więcej do nich nie wracać, by nie musieć czytać tych historii, po których miewałam złe sny… Ale po kilku dniach znów brałam do rąk tomy pamiętników i kontynuowałam lekturę…

Dla mnie była to na szczęście  t y l k o  lektura, dla bohaterek tych opowieści było to prawdziwe życie… To one patrzyły na cierpienie i śmierć swoich najbliższych, to one pracowały w nieludzkich warunkach, by zapewnić kromkę chleba swym dzieciom, to one tęskniły za mężami, których losu nie znały, to one odchodziły na zawsze (choć nie chciały, ale choroba i śmierć okazywały się silniejsze), zostawiając z krwawiącym sercem na sowieckiej ziemi swoje opuszczone dzieci. To one. Historia każdej z nich jest jedyna i wyjątkowa. To historia miłości silnej i odważnej.

O losie polskich matek i ich dzieci wysiedlonych w latach 1940-1941 napisano niemało. Jednak w kontekście zbliżającej się 10 lutego kolejnej rocznicy pierwszej deportacji Polaków z Kresów Wschodnich do Związku Sowieckiego, chciałabym oddać głos deportowanym Polkom. Powierzam Wam kilka cytatów, które dla mnie stały się ważne, które szczególnie zapamiętałam…

Dziesiątego lutego popatrzcie na ich twarze (https://www.sybir.com.pl/pl/dziecisyberii)

posłuchajcie ich historii (https://www.sybir.com.pl/pl/opowiesci)

obejmijcie myślą,

a jeśli macie czas, chęć – doczytajcie szerzej o tej bolesnej karcie polskiej historii…

Wygnane o sobie i inni o wygnanych:
w drodze na zsyłkę:
„W pierwszych dniach września odprowadziłyśmy Ojca już przebranego w mundur oficerski na dworzec kolejowy. My, dzieci, byłyśmy zafascynowane jego odmiennym od codziennego wyglądem. Ojciec był przystojnym mężczyzną, wysokim, ok. 190 cm wzrostu, piwne oczy, szatyn, słuszna wyprostowana sylwetka. Pożegnałyśmy go wesoło, bo też nikt nie zdawał sobie sprawy, ze nigdy go nie zobaczymy. Ja miałam wówczas trzy lata i znam go jedynie z opowiadań mamy i nielicznych zdjęć w albumach rodzinnych (…). W czasie transportu podczas naszej deportacji pierwszy postój miał miejsce w Smoleńsku, 18 kwietnia. Żołnierze otworzyli drzwi wagonu i kazali kilku Polakom wyjść w celu przyniesienia wody. Mama zgłosiła się jako pierwsza, bo bardzo cierpiała na bóle głowy i brak powietrza. Kiedy oddaliła się znacznie od transportu, jeden z żołnierzy zaproponował jej by uciekła i zaklinał się, że nie będzie strzelał. Oczywiście mama odrzuciła propozycję, przecież czekały na nią dwie małe córeczki. Los jest nieprzewidywalny. Właśnie w tym samym dniu został nieopodal rozstrzelany [w Katyniu] nasz Ojciec”
 po dotarciu na miejsce zesłania:
„Uświadamiam sobie, że przedstawiamy żałosny widok: kobiety w różnym wieku, dzieci, starzy mężczyźni i tylko paru młodych chłopców a wszyscy brudni, przestraszeni, z garstką bagażu. (…) Nikt nie może myśleć o jutrze – jesteśmy wszyscy nerwowo wykończeni, wywiezieni na pustkowie, zdani na łaskę Boską. Czujemy się jakbyśmy dostali pałką w glowę” (D. Tęczarowska)
„Stacja nazywała się Smirnowo (…). Ziemia dookoła pokryta była brunatną trawą i suchymi resztkami roślin. (…) Szare twarze wygnańców, od wielu dni niemytych, wymęczonych podróżą i niewyspanych, tworzyły na tle otoczenia przygnębiający obraz, jakby zapowiedź losu, który czekał ich na tej ziemi. Zmęczenie, rozpacz i lęk przed przyszłością znalazły wreszcie ujście w płaczu. Alina i Marysia, stojąc w lasku brzozowym i patrząc przez drzewa na beznadziejny krajobraz, nawet nie ocierały łez płynących niepowstrzymanym strumieniem. Wtedy znalazła je mama i powiedziała: «Córeczki, wszędzie żyć musimy. Jesteśmy, chwała Bogu zdrowe, mamy ze sobą młodsze dzieci, o które trzeba zadbać i dużo ludzi, którym trzeba będzie pomóc. Musimy być silne” (G. Jonkajtys-Luba)
Wigilia 1941:
„Kobiety z wagonu kupiły przemarzniętą na kość kapustę i gotowały ją na piecyku. (…). Kiedy kapusta się ugotowała, okutani we wszelkie ubrania i płaszcze, zeszliśmy z prycz i zbliżyliśmy się do piecyka. (…) Kobiety składały sobie i dzieciom życzenia. Nie pamiętam, aby któraś życzyła powrotu do wolnej Polski. To było jeszcze zbyt dalekie i nierealne (…). Wśród życzeń i marzeń tych kobiet było przede wszystkim otrzymanie miejsca w jakiejś ziemiance oraz powrót mężów i ojców z więzień i łagrów (…). Role opłatka spełniał kawałeczek chleba, łamany na drobiny. (…). Tak minął wigilijny wieczór zesłańców (…). O czym mogły myśleć te usypiające kobiety-matki wywiezione w bezkresne stepy Kazachstanu za to tylko, że były Polkami? (…) O jednym na pewno myślały (…): jak utrzymać przy życiu przytulone dzieci”
Refleksje o postawie polskich kobiet, matek, ks. W. Cieńskiego, odwiedzającego w roku 1942 skupiska Polaków zesłanych do Związku Sowieckiego:
„W domach polskich były przeważnie kobiety. Nieraz matka umarła, a młoda córka utrzymywała młodsze rodzeństwo. Często ojciec tak się załamał, że nie potrafił zająć się rodziną. Wśród wiejskiej ludności i osadników nie spotkałem ani razu niewiast, które by się załamały do tego stopnia”
„Patrzyłem na nasze polskie niewiasty, na ich ducha, siłę i moc, a przy tym na ich niezłomną wiarę. Podziw i cześć, które miałem zawsze dla polskiej kobiety, wzrosły we mnie do ogromnej potęgi, a wraz z podziwem silne przekonanie, że wróg nie zwycięży Polski, póki mamy niewiasty takiej miary. Trzeba przyznać, że wśród naszego ludu takie kobiety tworzyły trzon. Towarzyszka naszej wędrówki należała do tego samego typu niewiast, z którymi tu się spotykaliśmy. W przeróżnych okolicznościach, jakie muszą powstawać w takiej włóczędze, dała dowody najsubtelniejszej delikatności niewieściej i taktu, a miała zaledwie 21 lat. Wyniosła te zalety z rodzinnego domu. (…) Wartości tych nie utraciła ani w czasie pobytu w więzieniu, ani w wojsku, ani w pracy szpitalnej”
„Pozostało nam po tej wyprawie przekonanie, że kapłanką wiary w kole rodzinnym jest naprawdę kobieta, umiejąca w duszach sobie powierzonych pilnować sprawy Bożej i najszczytniejszych ziemskich ideałów: miłości Ojczyzny i prawdziwego patriotyzmu. Jeszcze nasza sprawa nie jest przegrana, bo wróg nie popsuł duszy polskiej niewiasty!”
Historia, to także pamięć. Przywróćmy choć na chwilę losy tych, których zawierucha historii wygnała w głąb Rosji, przywróćmy pamiętając o nich i choć przez chwilę wspominając, modląc się, otulając myślą ich trudne ścieżki, ich cierpienia.
_______
Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Muzeum Pamięci Sybiru – https://www.sybir.bialystok.pl/
oraz ipn.gov.pl

  1. Tak.
    Rzeczywiście. Przyznaję, że zdarza się, i to bardzo „często, że (to) „ojciec tak się załamał, że nie potrafił zająć się rodziną.” Ta męska „nie męska” przywara trwa nadal, również dziś.
    I nie wiem, trudno mi osądzać, na ile to jest egoizm, chęć wygody, a na ile strukturalna słabość.
    Tak mówię, bo i sam temu uległem; po utracie pracy 5 lat przed emeryturą, plus zachorowanie młodej, wykształconej, córki na stwardnienie rozsiane, plus choroba genetyczna wnuczki na mukowiscydozę, plus spirala kłopotów finansowych, wpakowały mnie w depresję.
    Tak mówię, bo znam młodego człowieka, męża i tatę, który na wieść o nieuleczalnej chorobie dziecka, pozostawia rodzinę, twierdząc, że „jego nie stać na wychowanie chorego dziecka.”
    Tak.
    Rzeczywiście, to Nasze Kobiety są wzorem, to Nasze Kobiety są Siłaczkami.
    A poetyckie stwierdzenie o „puchu marnym”, jest tylko „męskim”, seksistowskim utwierdzaniem się w utopijnej pysze.
    Tak. Potwierdzam. A przy okazji lektury widzę, że było tak zawsze!
    Dziękuję.

  2. P.S.
    Dodam jeszcze potwierdzając, że również i u mnie jest od dawna, to Pani Dr Joanno zawołanie tytułowe: „„Podziw i cześć, które miałem zawsze dla polskiej kobiety, wzrosły we mnie do ogromnej potęgi…” – gdy śledzę losy swojej babki, (2 wojny), swojej mamy, (wojna i komuna), a także patrząc na tak Wielką Miłość i Siłę swojej żony! – to tylko właśnie: „Podziw i cześć!”

    1. Dziękuję za komentarz, tak bardzo osobisty. Nie wiem z czego do końca wynika ta kobieca siła. Po przeczytaniu wielu wspomnień wskazałabym na dwie podstawowe przyczyny – macierzyństwo i wiara. Wiele kobiet robiło wszystko, by przeżyć, aby nie osierocić swoich dzieci (zwłaszcza, gdy mowa o ofiarach II deportacji, gdzie zsyłano żony m.in. polskich jeńców zamordowanych potem w Katyniu i innych miejscach kaźni – wiosną 1940). Czasem nie chce się wierzyć z jakich opresji, zwłaszcza zdrowotnych, były w stanie wyjść, by nie opuścić swoich dzieci. Druga kwestia – wiele z tych kobiet było wierzących. W modlitwie szukały siły, także psychicznej, by się nie załamać, by nie stracić nadziei, że to się kiedyś skończy i że wrócą do Polski. Absolutnie nie chciałabym w tym kontekście oceniać mężczyzn. Myślę, że bezradność, niemożność wpłynięcia na zmianę pewnych okoliczności, także była tym, co podłamywało. Mimo morderczej pracy często nie byli oni w stanie zapewnić chleba swoim najbliższym. Przyczyn można by wymieniać wiele. Nie chcę oceniać, raczej szukam zrozumienia. Bo w tak traumatycznych warunkach, w jakich znaleźli się ci ludzie, nikt z nas znaleźć by się nie chciał. Jak wspomniałam – dla mnie były to teksty do naukowej pracy, dla nich było to prawdziwe życie.
      Dziękuję też za podzielenie się przykładami Dzielnych Kobiet, które Panu towarzyszyły w życiu!
      Serdecznie Pana pozdrawiam!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane miejsca do wpisania są oznaczone gwiazką *.