Błogosławionego ks. Jana Machy niezwykłe „przypadki”

18 stycznia przypadały 108. urodziny nowego śląskiego błogosławionego – ks. Jana Machy. W kontekście świętowania tego dnia ujrzały światło dzienne dwa ciekawe materiały związane z Hanikiem. Pierwszym była niepublikowana dotąd fotografia Jana z jego rodzeństwem: Piotrem, Różą i Marią. Jak informował ks. Damian Bednarski, postulator procesu ks. Jana, to jedyne zdjęcie, na którym jest cała czwórka rodzeństwa, nie licząc zdjęć z prymicji. Zrobione zostało najpewniej w sierpniu roku 1931.

fot. za stroną społecznościową ks. D. Bednarskiego

Kilka dni później media podały informację jeszcze ciekawszą – biorąc pod uwagę, że nikt nie spodziewałby się zobaczyć przyszłego męczennika na taśmie filmowej – że odnaleziono nagranie, na którym uwieczniony został ks. Macha.

Parafrazując nieco wirtualne źródła:

Film, na którym możemy zobaczyć księdza Jana Machę pochodzi z 1938 roku. Niedługo po beatyfikacji kapłana nieme nagranie trafiło do archiwum w Katowicach. Film z błogosławionym ks. Janem Machą został nakręcony w Michałowicach podczas 15-lecia Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej. Na nagraniu ks. Machę widać dwukrotnie, jeszcze jako diakona. Najpierw w trakcie parady młodych, a później jako widza pokazu gimnastycznego. Film z udziałem późniejszego błogosławionego został nakręcony 17 lipca 1938 roku przez ks. Karola Żmija*. Nagranie przez wiele lat przechowywała rodzina kapłana w jego rodzinnej Łące pod Pszczyną. Kopię filmu przekazał  w grudniu 2021 roku do Archiwum Archidiecezjalnego w Katowicach Joachim Żmij, dla którego autor nagrania był wujkiem (por. LINK).

Kto mógł wtedy przewidzieć, że niedługo potem –  dokładnie 17 lipca 1942 – Jan otrzyma wyrok skazujący go na śmierć, który został wykonany w grudniu tego samego roku. Kto mógł również pomyśleć, że 80 lat później ów film stanie się perłą z lamusa; że pozwoli zobaczyć ks. Jana już nie tylko na fotografii, ale w ruchu, radosnego i przechadzającego, jako młodego Bożego człowieka, świeżo upieczonego diakona, który niecały rok później miał przyjąć święcenia prezbiteratu.

 

fot. Instytucja Filmowa Silesia Film / Filmoteka Śląska

 

Uśmiechnęłam się w sercu, gdy zobaczyłam to nagranie… Oto człowiek, co do którego okupanci chcieli, by został zapomniany, którego miejsca spoczynku nie znamy (jego ciało zostało prawdopodobnie spalone w krematorium obozu w Auschwitz), który w swoim ostatnim liście do rodziny wyraził przekonanie i przeczucie, że nie będzie mieć pogrzebu, który prosił, by urządzić mu choćby symboliczny grób, którego przez wiele lat pamięć historii zdawała się omijać – ten właśnie człowiek trwa. Trwa nie tylko dzięki pamięci rodziny, która z miłością troszczyła się, by jego postać nie została zapomniana. Trwa nie tylko w pamięci wiernych, którzy proszą go o wstawiennictwo już jako błogosławionego. Ale przede wszystkim trwa w Bogu, który jest gwarantem pamięci o Nim. Gdy piszę te słowa, na klawiaturę same cisną się zdania z Księgi Mądrości: „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zgon ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia ich przez Boga zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku”.

Ci, którzy myśleli, że śmierć ks. Jana unicestwiła jego samego i pamięć o nim, już nie raz, nie dwa przekonali się, że są w błędzie. Zdjęcie, film – to tylko jedne z kilku przykładów wyjątkowych Machowych „przypadków” i „odnalezień”: inną jest np. historia związana  tym, jak natrafiono na jego kazania, przez lata przechowywane przez rodzinę, a odnalezione w czasie przeprowadzki w roku 2012 i przekazane metropolicie katowickiemu, gdy w tym właśnie roku sprawował mszę św. w areszcie śledczym w Katowicach z okazji 70. rocznicy śmierci ks. Machy. Podobnie było z inną częścią dokumentacji związanej z życiem i śmiercią ks. Jana: ks. Damian Bednarski podkreślał niejednokrotnie, że „wyrok śmierci wydany na ks. Machę odnalazł się niespodziewanie tuż po tym, jak rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny: Gdy wszedłem we współpracę z Instytutem Pamięci Narodowej szukając dokumentów procesowych, wydawało się, że te dokumenty są już nie do odnalezienia, bo Niemcy skrupulatnie niszczyli dokumentację swojej zbrodniczej działalności. Niespodziewanie okazało się, że kopie wyroku były w Berlinie i tam je odnaleziono – mówił” (LINK).

Gdy czytam o tych niezwykłych „zbiegach okoliczności”, jestem przekonana, że nie są dziełem przypadku, że to Pan dba o pamięć o tych, którzy o Nim nie zapomnieli, którzy całe swoje życie Jemu oddali. Czy nie w podobnym kluczu mówił Jezus, kiedy wjeżdżał do Jerozolimy i kiedy mnóstwo uczniów wielbiło Go słowami: „Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie”. Jezus przyjmował ten gest radości ze strony ludzi. Zaś faryzeusze mówili: „Zabroń tego swoim uczniom! Wtedy Jezus odrzekł im: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,38).

Jeśli okupanci czynili wszystko, by zamknąć usta ks. Janowi, świadkom jego życia i męczeństwa, by zniszczyć dokumenty etc., to Bóg przedziwnie sprawił, że przemówiły kopie wyroków, ukryte zapiski, zdjęcia a nawet film, o istnieniu którego jeszcze do niedawna nie wiedziano…  Trafnie o jego odnalezieniu powiedział dr Wojciech Schäffer, dyrektor Archiwum Archidiecezjalnego w Katowicach: „Łatwiej byłoby skreślić szóstkę w totolotka, niż znaleźć film z ks. Janem Machą dwa tygodnie po jego beatyfikacji!”

*

Dla mnie 108. urodziny Hanika miały jeszcze wydźwięk osobisty, bo zbiegły się one z wydaniem drobnej książeczki mojego autorstwa, pt. Hanik. O szczypiorniście Janku, który myślał o niebie, którą popełniłam z myślą, by tego wyjątkowego człowieka przybliżyć najmłodszym czytelnikom. Tak, jest bowiem taki błogosławiony, który kochał życie, miał pasje, był bratem, przyjacielem, księdzem, a koniec końców został męczennikiem. To właśnie ks. Jan Macha. Więcej informacji o książce znajdziecie tutaj: LINK

 

* Ks. Karola także nie ominęła wojenna zawierucha,  3 maja 1940 został aresztowany, a po dwóch dniach odstawiony do obozu w Dachau. Stamtąd, 26 czerwca, przekazany do Mauthausen-Gusen, gdzie 4 października 1940 został zamęczony i spalony w krematorium. Film przywołał zatem także pamięć o nim, dotąd dla wielu nieznanym śląskim księdzu. Więcej o ks. Karolu: LINK

ks. Karol Żmij, fot. za silesia.edu.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.