Rozmaitości,  Varia

I stworzył Bóg piłkę…

Mistrzostwa świata w piłce nożnej za nami. Gdy medale wręczone, a emocje pomału opadają, można pokusić się o kilka zdań podsumowania – teologicznego oczywiście. 😉

Roszczę sobie do tego prawo chyba przede wszystkim dlatego, że piłką zaczęłam się interesować jeszcze zanim zajęłam się teologią – 20 lat temu (do dziś oczywiście). Gole Zinedine’a Zidane’a strzelone 12 lipca 1998 r. w finale z Brazylią sprawiły, że futbol na dobre skradł mi serce. Była to zdecydowanie miłość od pierwszego… obejrzenia meczu. 😉

Można oczywiście zapytać na początek, co może mieć wspólnego piłka z teologią? Najlepszą moim zdaniem odpowiedź na to pytanie dał  wiele lat temu kard. Ratzinger, późniejszy papież, pisząc:

 

Przyglądając się grze, ludzie identyfikują się z nią i zawodnikami i w ten sposób uczestniczą w byciu razem i przeciwko sobie, w jego powadze i wolności: zawodnicy stają się symbolem naszego życia, co z kolei oddziałuje także na nich: wiedzą, że ludzie widzą w nich i znajdują potwierdzenie siebie samych. (…).

Być może – kiedy się nad tym zastanowimy – moglibyśmy z perspektywy tej gry na nowo nauczyć się życia. W niej bowiem widać rzecz podstawową: człowiek nie żyje tylko chlebem, a świat materialny jest wstępem (…) do świata wolności. Wolność ta kieruje się uczciwością, która uczy bycia razem i właściwego stawania naprzeciw siebie, niezależności od zewnętrznego sukcesu i samowoli, i tym samym staje się autentycznie wolna.

Gra staje się życiem. Jeżeli pójść głębiej, fenomen zafascynowanego futbolem świata mógłby nam dostarczyć więcej niż tylko rozrywki.

 

I rzeczywiście – piłka jest w jakimś sensie symbolem życia, w którym każdy z nas bierze udział, zmagając się z jego przeciwnościami, z sobą samym, starając się zwyciężać z własnymi słabościami, walcząc o codzienne, choćby małe,  zwycięstwa, ucząc się być w drużynie z innymi, a w relacjach z nimi, dbając o bycie fair, uczciwość. To radość z bycia razem. To wzruszenia, cała zresztą skala emocji i przeżyć. To spotkanie w niesamowitymi biografiami graczy, którzy dla wielu stanowią inspirację do działania, do tego, by w dążeniu do celu nie poddawać się, ale walczyć do końca. To uczenie się różnorodności świata, wyjątkowości narodów, reprezentacje których mieliśmy okazję przez tych kilka tygodni oglądać – różne kultury, temperamenty, osobowości, ale wszystkie piękne i wszystkie zakochane w futbolu.

W mojej głowie jak bezcenne migawki pozostaną na długo uśmiechnięte, kolorowe twarze kibiców z 32 krajów biorących udział w Mundialu; pozostaną piękne gole, pozostaną nieoczekiwane zwycięstwa – jak choćby Korei nad Niemcami. Pozostaną waleczni Chorwaci, taktyczni Francuzi, Islandczycy grający bez kompleksów z bardziej doświadczonymi przeciwnikami, pozostaną twarze piłkarzy, których na dalszych etapach mi tak bardzo brakowało: Messiego, Suareza czy Salaha.

Oni i nie tylko oni są w końcu autorytetami dla innych, zwłaszcza młodych ludzi, bo – powtarzając jeszcze raz za Ratzingerem: stają się symbolem naszego życia, co z kolei oddziałuje także na nich: wiedzą, że ludzie widzą w nich i znajdują potwierdzenie siebie samych.

Myślę o moim synu, znającym na pamięć twarze piłkarzy, składy grup i reprezentacji. O tym, jak bardzo chciałby ich naśladować w grze. Ale też o tym, że pociesza go to, że oni także są ludźmi, którym raz się udaje, a raz nie; którzy po jednym meczu mogą stać się narodowymi bohaterami, a po innym chcieć schować się w najciemniejszym kącie szatni, np. po strzeleniu samobójczej bramki. Ale zarazem w ostatecznym rozrachunku nie poddać się zniechęceniu i walczyć dalej. Wielu z graczy i trenerów daje też otwarcie świadectwo swojej wiary, mówiąc  o tym, jak wielkie znaczenie ma dla nich relacja z Jezusem oraz jaką siłę czerpią z modlitwy i wiary.

 

Jak żyć? Można zapytać mając na myśli koniec Mundialu? Jak żyć, gdy nie będzie dziś żadnego meczu do obejrzenia? Cóż – jak w życiu: coś się skończyło, ale kolejne wkrótce się zacznie. Niektóre drużyny już rozpoczęły eliminacje do Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej; za jakiś czas rozpoczną grać ligi krajowe. A zatem nowe zadania i wyzwania. Nowe emocje. Podobnie jak w życiu. Wszak gra staje się życiem. Niech cieszy nas mecz codzienności, zarówno w obliczu zwycięstw, jak i porażek.

Dobrego nowego tygodnia!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.